sobota, 21 marca 2015

Rozdział 7

INFORMACJA:
NO DOBRA, NA POCZĄTKU POWINNIŚCIE SIĘ DOWIEDZIEĆ, CZEMU NIE BYŁO ROZDZIAŁU PRZEZ PRAWIE TRZY TYGODNIE. PLANOWANY TERMIN BYŁ NA 2.03.2015 R., ALE BYŁY PEWNE KOMPLIKACJE
NAJPIERW NIC NIE UMIAŁAM NIC NAPISAĆ, POTEM BYŁAM CHORA I DO 13.03 NIE MOGŁAM KORZYSTAĆ Z LAPTOPA (zakaz pani doktor), NO A POTEM NAPISAŁAM GO W DWA DNI (chyba to była niedziela po chorobie), PÓŹNIEJ WYSŁAŁAM GO MOJEJ BECIE I TAK JEST! MAM NADZIEJĘ, ŻE MNIE NIE ZNIENAWIDZICIE, ALE ROZDZIAŁY NIE BĘDĄ DODAWANE CO DWA TYGODNIE, TAK JAK BYŁO MÓWIONE W INFORMACJI, PONIEWAŻ JAK WIDZICIE JUŻ RAZ NIE DODAŁAM ROZDZIAŁU NA CZAS, BO NAPISAŁAM, ŻE BĘDĘ SIĘ STARAŁA, ABY ROZDZIAŁY BYŁY CO DWA TYGODNIE, ALE NIE BĘDĄ. 
NOWE BĘDĄ PUBLIKOWANE NA GRUPIE DRAMIONE [PL]. 
__________________________________________________________________________________
TAK WIĘC ZAPRASZAM NA ROZDZIAŁ 7. PROSZĘ O SZCZERE KOMENTARZE :D
Minęły cztery dni.
Cztery dni ciszy, wypełnione napiętą atmosferą. Od ostatniej kłótni nie umieli ze sobą rozmawiać. Gdy siedzieli przy stole na posiłkach nawet na siebie nie patrzyli. Zbyt wielka duma nie pozawala im na pierwszy krok do pogodzenia się ze sobą. Kto by widział, żeby ojciec nie pozwolił swojej pełnoletniej córce iść na imprezę? Uważał ją za zbyt smarkatą na takie wyjścia. Gdyby wiedział, że ona już tyle razy była w tym samym klubie, jeszcze zanim się do niego wprowadziła, jeszcze bardziej by się wściekł. Ona nie rozumiała czemu jej ojciec tak się czepia tych imprez, przecież jest dorosła i nie powinien tak mówić.
Hermiona miała szlaban już czwarty dzień. Przez ten czas siedziała u siebie w pokoju, albo na dole na posiłkach. Nawet chciała jeść posiłki w sypialni, i że tam skrzaty mogą jej przynosić jedzenie, ale ojciec kategorycznie jej zabronił.

*Wieczór. Kolacja po porannej kłótni.*

Hermiona właśnie zeszła na dół na kolację. Nie chciała jeść z nim w jednym pomieszczeniu. Zamierzała zamknąć się w swoim pokoju i poprosić skrzaty, aby posiłki dostarczały jej do sypialni. Jej ojciec niczego nie rozumiał. Nie rozmawiał z nią, więc czemu ona ma siedzieć w domu z osobą, która albo spędza czas u siebie, albo wychodzi i wraca późno. Nie chciała, więc pomyślała, że zacznie gdzieś wychodzić, ale jak już raz wyszła to teraz nie wyjdzie do końca wakacji. 
Hermiona miała dzisiaj na sobie białe dżinsy, a do tego szarą bluzkę z nadrukiem i krótkim rękawem, która przedstawiała płonącą czarną różę, na nogach natomiast zwykłe białe vansy. Jako kolczyki włożyła niebieskie wkrętki, które miały naokoło niebieskiego diamenciku malutkie białe diamenciki, które mieniły się w świetle tworząc je jeszcze piękniejszymi. Delikatnie się pomalowała, a na szyi widoczny był naszyjnik z zieloną, czterolistną koniczyną, ze zawinięta łodyżką na końcu. Całość zawieszona była na ładnym srebrnym łańcuszku. Gdy tylko pojawiła się w jadalni zobaczyła swojego ojca patrzącego przed siebie i czekającego na nią, ale nie spojrzał w jej kierunku kiedy weszła do pomieszczenia. Usiadła koło niego i nie zaszczycając go ani jednym spojrzeniem od wejścia czekała, aż skrzaty przyniosą posiłek. Po pięciu minutach czekania skrzat o imieniu Grzanka przyniosła jedzenie. Skrzatka położyła na stole kolację i zniknęła z cichym trzaskiem. Hermiona nie miała zamiaru spędzać swojego czasu z ojcem, tak więc powiedziała do niego lodowatym tonem:
-Mogę zjeść kolacje na górze?- Gdy tylko usłyszał to pytanie z ust córki podniósł na nią wzrok swoich czarnych oczu, które wpatrywały się w nią z intensywnością i niezrozumieniem.
-A dlaczegoż to chcesz jeść u siebie, zamiast ze mną?- Jego ton także był zimny jak lód. Nie da się ukryć, że jak usłyszał to pytanie poczuł ogromną wściekłość na Hermionę. Nie rozumiał tego czemu ona nie chce zjeść z nim kolacji i czy w ogóle chce jeść z nim wszystkie posiłki. Dał jej tylko szlaban, a ona już się na niego boczy, za to że on chciał dla niej dobrze. Pierwszy raz w życiu Severus Snape chciał dla kogoś dobrze, ale ona nie umiała tego dostrzec. Tak spędzał z nią mniej czasu, a nawet w ogóle już razem nie rozmawiali, ale zorientował się, że za bardzo zmiękł i stał się mniej "męski". 
-Bo nie zamierzam siedzieć z tobą w jednym pomieszczeniu dłużej niż to możliwe.- Przez cały czas, gdy to mówiła patrzyła mu w oczy. Jej głos był spokojny, ale dalej zimny i przesiąknięty taką dawką jadu, że ten kto nie zna Hermiony i teraz usłyszał to co mówiła tym tonem pożegnał by się z tym światem przez zbyt dużą dawkę zaciekłości w głosie dziewczyny.
-Aha, ale nigdzie nie idziesz, będziesz jadła tu, bo chcę, żeby moja córka siedziała ze mną i jadła posiłki tutaj. A poza tym nie tym tonem, dziecko i koniec tematu.- Uśmiechnął się z satysfakcją w głosie i wrócił do jedzenia.
-Ale tato!- Krzyknęła i wstała z miejsca patrząc na jedzącego ojca, który westchnął z irytacją i spojrzał na swoją córkę. Znowu przeszkodziła mu posiłek i wkurzyła go.
-Bez dyskusji siadaj i jedz.- Warknął i wściekły wrócił do przerwanej czynności. Hermiona z rezygnacją westchnęła i opadła ciężko na krzesło, które prawie spadło, gdy dziewczyna wstawała. Zabrała się za jedzenie. Po pięciu minutach wstała od stołu i nie zaszczycając ojca ani jednym spojrzeniem poszła bez słowa do siebie. 
I tak było przez kolejne dni, ale bez żadnych kłótni.

Hermiona własnie siedziała na balkonie patrząc na widok rozpościerający się za metalową barierką i przypomniała sobie tę ich krótką wymianę zdań. Mimowolnie się uśmiechnęła na wspomnienie wściekłej miny ojca. Tak bardzo chciała wyjść, ale niestety musiała się zadowolić balkonem. Wiedziała, że nie będzie się płaszczyć przed ojcem, aby pozwolił jej wyjść, więc już od czterech dni siedziała tutaj i myślała nad tym jak wyjść z domu. I nagle coś przyszło jej do głowy: "Wyjdę na cały dzień, bez słowa, ale tak żeby mnie nie zauważył i wrócę zanim się zorientuje. Czyli innymi słowy ucieknę". Uśmiechnęła się z satysfakcją i weszła do pokoju ubrać się do wyjścia. Zaczęła od kąpieli. Wkroczyła do łazienki i swe kroki skierowała do wanny, do której nalała wody i lawendowego olejku do kąpieli. Gdy wanna się napełniła Hermiona weszła do przyjemnie ciepłej wody i zaczęła układać plan w głowie jak stąd wyjdzie.
Po jakimś czasie miała już gotowy plan jednodniowej ucieczki z domu i stwierdziła, że woda zdążyła już się ochłodzić. Wzięła do ręki biały, puchowy ręcznik wytarła się nim i owinęła, po czym wyszła do swojego pokoju, a zaraz potem do garderoby gdzie wzięła ze sobą zwykłą białą tunikę, którą włożyła do czarnych spodenek. Na nogi wsunęła czarne botki na niskim obcasie przeplatane dużą ilością pasków, zapinane z tyłu na krótki zamek. Następnie podeszła do toaletki, z której wyciągnęła naszyjnik z niebieskimi małymi serduszkami do połowy srebrnego łańcuszka. Na rękę zapięła srebrną bransoletkę z kilkoma zawieszkami. Na powiekach narysowała kreski, wytuszowała rzęsy, nałożyła podkład, a na to puder, usta pomalowała pomadką o smaku maliny. Paznokcie miały kolor beżowy. Włosy spięła w wysokiego kucyka i była gotowa.
Podeszła do drzwi i je uchyliła. Na korytarzu nie było jej ojca, tak więc wyszła z pokoju i skierowała się do jego sypialni sprawdzić czy tam się przypadkiem nie znajduje. Miała ułatwione zadanie, ponieważ jej tata zapomniał zamknąć drzwi i teraz były lekko uchylone. Weszła i sprawdziła, ale nikogo nie było w środku. Wycofała się i zostawiła uchylone drzwi tak, jak przed wejściem. Zeszła na dół i poszła do jego gabinetu, ale tam jego też nie było. Sprawdziła jeszcze w kuchni, nad basenem i w ogrodzie, ale musiała przyznać, że jej tata gdzieś wyszedł. Tak więc uśmiechnęła się sama do siebie i wyszła za posesje domu, gdzie teleportowała się na Pokątną, ale tam też musiała uważać i to bardzo, bo może się tam natknąć na ojca. Po chwili stała przed księgarnią Esy i Floresy. Chciała pooglądać woluminy,bo na kupowanie książek do szkoły jest stanowczo za wcześnie. Przechadzała się pomiędzy regałami i prawie weszła do działu z Eliksirami, co było by jej wielkim błędem, ponieważ już w pierwszym sklepie napotkała swojego ojca.
Gdy była już na zakręcie zobaczyła go odwróconego w jej stronę plecami zaczytanego w jakieś książce, którą chciał już odłożyć, więc szybko odwróciła się na pięcie i weszła do innego działu, z którego miała dobry widok na ojca. W pewnym momencie wziął do ręki kilka książek i poszedł zapłacić za nie i chwilę później go nie było. Hermiona odetchnęła z ulgą i po pięciu minutach wyszła z księgarni, gdzie dokładnie się obejrzała i stwierdziła, że nie tam jej ojca. I faktycznie nigdzie go nie było. Chyba wrócił do domu, pomyślała dziewczyna i ruszyła do mile wyglądającej kawiarenki. Wnętrze było pokryte ciemnofioletową tapetą, podłogi kafelkami. Po lewej od wejścia był bar, za którym stał przystojny wysoki brunet o niebieskich oczach. Gdy weszła podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się do niej, a ona to odwzajemniła. Krzesła były ustawione w takiej odległości, aby klienci mogli spokojnie porozmawiać i nikomu przy tym nie przeszkadzać.
Hermiona zamiast iść do stolika podeszła do baru i powiedziała miłym głosem:
-Poproszę coś zimnego. Najlepiej - wzięła kartę i zaczęła ją przeglądać. Po kilku sekundach powiedziała: - Koktajl numer trzy na wynos.
-Dobrze. Zaraz przyniosę.- Skierował się do pomieszczenia obok baru, gdzie przyrządził koktajl bananowo- truskawkowy. Po pięciu minutach był z powrotem i powiedział:- Za napój trzynaście knutów.- Hermiona wyciągnęła portfel, zapłaciła i wyszła na skąpaną w słońcu Pokątną. Spojrzała na zegar i stwierdziła, że jest dopiero 11:30, i że spędziła tutaj dopiero niecałą godzinę. Szła przez ulicę oglądając wystawy, aż w pewnym momencie przy banku Gringotta swoich byłych przyjaciół, którzy jakby wydawali się wyczuć jej wzrok odwrócili się w jej stronę. Gdy ją zobaczyli chcieli do niej podejść, ale wtedy ktoś ich ubiegł, a byłi to Pansy Parkinson, Astoria Greengrass, Blaise Zabini, Teodor Nott i Draco Malfoy. Dziewczyna spojrzała na nich zdziwiona, ale wyraz twarzy miała dalej obojętny. Pierwsza odezwała się Pansy:
-Dobra, słuchaj wiemy, że pokłóciłaś się z Gryfiakami, i na pewno będą się chcieli z tobą pogodzić, a ty z nimi chcesz?- Spytała patrząc jej w oczy, w których mogła zobaczyć ulgę spowodowaną uratowaniem jej przed jej pseudo przyjaciółmi. Zamyśliła się na chwilę, spojrzała przez ramię Pansy na Ginny, Harry'ego i Rona po czym uśmiechnęła się i odpowiedziała:
-Nie bardzo chcę się z nimi godzić.- Pociągnęła łyk koktajlu przez słomkę.
-No i fajnie.- Powiedziała przyglądając się jej i po chwili zaczęła się jąkać:- Hermiono... bo ja..., chciałam cię... no wiesz, za te lata i za wszystko... na prawdę. To rodzice nam kazali.
-Ale Pansy możesz jaśniej, bo nie zrozumiałam.
-Chciałam cię przeprosić za te wszystkie lata upokorzeń z mojej strony...
-... i ja też.- Dołączyła się Astoria. Hermiona widząc, że to szczere, ale marne przeprosiny postanowiła je przyjąć, bo nie na co dzień słyszy się z ust wroga słowa przeprosin.
-No dobra, przeprosiny przyjęte.- Uśmiechnęła się do nich i w tym momencie Zabini i Nott odezwali się chórem:
-A nam też wybaczysz Hermionko?- Uśmiechnęli się słodko do dziewczyny, która patrzyła na nich jak na idiotów.
-Okej, tylko nie szczerzcie się już tak, bo mnie przerażacie.- Puściła do nich oczko, a oni odetchnęli z ulgą.
-Oni tak zawsze się uśmiechają.- Powiedziała Astoria kryjąc śmiech. Wszyscy już powiedzieli słowa przeprosin, tylko nie jedna osoba, która do tej pory siedziała cicho, a mianowicie Draco i wszyscy odwrócili się w jego stronę z wyczekiwaniem, on pokręcił przecząco głową, że nie ma zamiaru jej przepraszać, a Hermiona wywróciła oczami z westchnięciem i w dobrych humorach poszli pochodzić po Pokątnej, gdy mijali byłych przyjaciół Hermiony, Ron wziął pannę Snape i przygwoździł do ściany pytając:
-Dlaczego Hermiono? Dlaczego chcesz z nimi chodzić gdziekolwiek niż z nami? Nie pamiętasz co nam robili przez te lata w szkole? Wybaczyłaś im, ale to my jesteśmy twoimi przyjaciółmi!- Ostatnie zdanie wykrzyknął jej w twarz.
-Moimi przyjaciółmi? Przyjaciółmi?!- krzyknęła mu prosto w twarz.- Ronaldzie nie jesteśmy już przyjaciółmi odkąd nazwałeś mnie dziwką, a wy mnie wyrzuciliście z domu! I puszczaj mnie!- Ron jednak nie zrobił tego, o co prosiła i jeszcze mocniej ją przygniótł do ściany i w tym momencie ktoś odrzucił go do tyłu i uderzył w nos, a tym kimś okazał się Teodor Nott.- Wybaczyłam im, bo każdy zasługuje na wybaczenie, a wam nic do tego. I nie jesteśmy już przyjaciółmi.- Powiedziała i odwróciła się z zamiarem pójścia z Pansy i Astorią do sklepu obuwniczego, ale zatrzymał ją głos jej byłej przyjaciółki:
-Hermiono, chcesz zaprzepaścić siedem lat przyjaźni dla... nich?- Ostatnie słowo niemal wypluła.
-To nie była przyjaźń. Przyjaźń nie opiera się na odrabianiu innym zadań domowych i robieniu wszystkiego za innych, wiesz? I nie jesteście już moimi przyjaciółmi, bo gdybyście byli to pomoglibyście mi podjąć decyzję co do mojego ojca, ale już nie potrzebuję waszej pomocy, poradziłam sobie. Cześć.- Powiedziała na odchodnym i poszła przed siebie z kłębiącymi myślami.
-Hermiona, zaczekaj!- Ktoś za nią zawołał, a gdy się odwróciła zobaczyła biegnącą w jej stronę Ginny.- Proszę porozmawiajmy spokojnie.
-Nie mamy o czym, Ginn. Zostawiłaś mnie jak potrzebowałam twojej pomocy, wtedy jak mówiłam wam o tym kto jest moim biologicznym rodzicem, a ty byłaś tego samego zdania co Ron. Nie wiesz jak się poczułam. Ty też uważałaś, że udawałam i wiedziałam, że on jest moim ojcem. Zraniliście mnie. Teraz nie mamy o czym rozmawiać, Cześć Ginn.- Powiedziała odwróciła się na pięcie i poszła dalej. Po kilku sekundach dogoniły ją Pansy i Astoria.
-Co Ruda chciała?- Spytała Greengrass
-Spokojnie porozmawiać.- Odpowiedziała Hermiona, a Pansy i Astoria prychnęły w tym samym momencie.
-Hermiona, ale chyba nie chcesz płakać, co nie?- Zapytała panna Parkinson, a panna Snape spojrzała na nią jak na idiotkę i powiedziała:
-Nie, Pansy, nie mam zamiaru płakać. Chodźmy na te zakupy. Chłopcy niech tam idą gdzie chcą.- I już kierowała się w stronę pierwszego sklepu z butami, ale zorientowała się, że dziewczyny nie idą razem z nią.- No chyba, że nie chcecie, to już wasza sprawa.
-Nie no, chcemy. Prawda As?- Zapytała swoją przyjaciółkę
-Jasne.- Zgodziła się z uśmiechem i weszły do sklepu.
Obeszły połowę sklepów na Pokątnej z butami, ciuchami, biżuterią. W każdym musiały sobie coś kupić. Hermiona kupiła kilka sukienek, szpilek, butów na płaskiej podeszwie, bluzek, bransoletek i naszyjników. Obie dziewczyny podobnie, ale bez butów. Tak teraz szły do domu obładowane torbami z zakupami. Obiad zjadły z chłopakami w jakieś przytulnej restauracji. Hermiona właśnie stała przed domem i bała się wejść do środka, gdy już miała się odwrócić i wrócić jak jej ojciec pójdzie spać, zawołał ją:
-Hermiona! Gdzieś ty do cholery była?!- Warknął i wziął ją za ramie i zaciągnął do jadalni, gdzie posadził na krześle. Ups, jest wściekły. To jest źle. -No odpowiesz?
-Na Pokątnej.- Powiedziała z wahaniem.
-No i myślałaś, że się nie dowiem? Chciałem się dogadać jakoś i cofnąć ci szlaban, ale jak wróciłem z Pokątnej ciebie nie było w pokoju! I jak niby byłaś na Pokątnej, skoro ja tez tam byłem i cię nie spotkałem?
-Bo jak byłam w księgarni to cię tam zobaczyłam i uciekłam do innego działu i czekałam, aż pójdziesz.- Jej głos był bardzo cichy.
-Czemu nie zostałaś w domu?- spytał, przyglądając się jej i siedząc naprzeciwko opierając łokcie o kolana a palce pocierając o siebie.
-Miałam dość! Dość siedzenia w domu! Nie rozmawiasz ze mną tak jak wcześniej, nawet na mnie nie patrzysz! Zwariuję tu za niedługo! A wiesz co, przypomnę ci, że jestem twoją córką i powinieneś ze mną rozmawiać, zwłaszcza po tym, jak odnalazłeś mnie po siedemnastu latach!- Krzyczała płaczliwie. Wstała i uciekła do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Severus westchnął i schował twarz w dłoniach nie wiedział, że jego córka teraz płacze.
Płakała tak długo, aż zasnęła, a potem nie wychodziła już z pokoju

__________________________________________________________________________________
TAK KOLEJNA INFORMACJA:
(DWIE INFO NA JEDEN ROZDZIAŁ FAJNIE ;) )

ZAWIESZAM BLOGA DO ODWOŁANIA!

NIE CHCĘ TEGO ROBIĆ, ALE MUSZĘ, NIE DAM RADY NA RAZIE PISAĆ (3 KLASA GIMNAZJUM -> egzamin gimnazjalny). 
JAK SKOŃCZĄ SIĘ TERMINY EGZAMINÓW WTEDY ZACZNĘ PISAĆ, NIE WIEM ILE MI TO ZAJMIE. JEŚLI MACIE JAKIEŚ ZAŻALENIA (BĄDŹ PYTANIA) CO DO MOJEJ DECYZJI NAPISZCIE DO MNIE WIADOMOŚĆ PRYWATNĄ NA GMAIL'U, A WAM ODPISZĘ (na pewno nie od razu, a mama też już po mnie krzyczy, że się nie uczę.) 
PRZEPRASZAM (taa, to chyba ciut za mało), WRÓCĘ NA PEWNO!
TAK TO CHYBA KONIEC, JAK CO TO WIAD. PRYWATNE NA GMAIL'U ;)
__________________________________________________________________________________
I JAK SIĘ ROZDZIAŁ PODOBAŁ? PANSY, ASTORIA NIE ZAPRZYJAŹNIŁY SIĘ Z HERM NA RAZIE (niektórym może się tak wydawać, ale tak nie jest).
PROSZĘ O KOMENTARZE MIŁE I NIE MIŁE WSZYSTKIE MOGĄ BYĆ ;).

DO ZOBACZENIA ZA JAKIŚ CZAS ;)


ROZDZIAŁ I INFORMACJE STRZEŻONE PRAWAMI AUTORSKIMI